CHARAKTERYSTYKA:
Zaskoczę i nie! Po raz pierwszy zaczynając rozpoznanie danej kuchni spotkałam się z krytyką. Do tej pory każda była NAJ. Z drugiej strony jednak, nie wiele spodziewamy się po kuchni brytyjskiej i większości kojarzy się z fish&chips i smażonym groszkiem :O I ja osobiście z kuchni brytyjskiej kocham najbardziej Jamie Olivera ;) Czyżby nadszedł czas to zmienić? A może czas stawić czoła stejkowi i go zjeść - a nóż się nie udławię… Z racji merytoryki bloga, wybierzmy opcję numer jeden i zobaczmy czy kuchnia brytyjska kryje jakąś słodką tajemnicę ;)
Niegdyś zapyziała i leniwa Wielka Brytania, obecnie otwiera się na nowe smaki i coś więcej niż mięso. Z poszanowaniem dla swoich tradycyjnych receptur, goni za modernizacją, by wykorzystać to co dają napływające kultury i, tym samym, zaskoczyć smakoszy. Dzięki należy składać młodym szefom kuchni ze świeżym spojrzeniem na jedzenie. Udowadniają oni w pocie czoła, że Wielka Brytania to nie rozmoczone frytki i twardy kawał mięsa (choć i tutaj znajdziemy zagorzałych fanów ;)). Menu Angielskiego pubu może nas zatem zaskoczyć brązowymi krewetkami w sosie maślano-kukurydzianym (potted shrimps), plackiem pasterza (sheperd's pie), czy jagnięcinką zapiekaną z cebulą i ziemniakami (Linconshire hotpot). Zdrowie i kolorowiej! Ja jednak skupię się na tradycji… Bo przed Gordonem Ramsayem i Delią Smith jeszcze chyba długa droga, by przekonać Brytyjczyka do zdrowego i mądrego odżywiania.
Każdy z czterech regionów Wielkiej Brytanii - mimo, że zjednoczone razem pod jedną korona i ręka Elki - zachował swoją odrębność kulturową, a co za tym idzie - kulinarną. Skupię się oczywiście na Anglii! :)
Spośród czterech krain, Anglia - z Londynem na czele - przyciągnęła najwięcej imigrantów, co owocuje w rozmaitości kuchni i restauracji. Do prawdy - łatwiej tutaj znaleźć Chińczyka czy Bella Italia niż Angielską restaurację z krwi i kości. Angielskie puby to inna historia, i mimo, że też tam często dają dobrze zjeść, wolę skupić się na typowym jadłodajnym miejscu. Ponad to, Anglicy nie celebrują jedzenia tak jak Włosi czy inny temperamentny kraj - jedzą szybko, podgrzewane, gotowe ze supermarketu. Stąd pakowany lunch za 4 funty czy bar szybkiej obsługi brzmi zadowalająco. Szkoda! I mnie to też dotknęło, jako że do Angielskiej restauracji trafiłam dopiero po prawie rocznym pobycie w Londynie i to poniekąd "z przymusu" :D
Kiedy już raz trafisz do restauracji Angielskiej w karcie znajdziesz:
- Fish and Chips! Ryby smażone na głębokim tłuszczu podawane z frytkami z octem, (Ocet dodawany jest także do chipsów, crackersów, wafli ryżowych :( co osobiście uważam za szaleństwo); poza octem można dostać Brown Sauce (ocet balsamiczny, sos pomidorowy, pieprze cayenne oraz pieprz czarny) lub Ketchup (w końcu coś normalnego! ;));
- krwiste steki;
- pudding Yorkshire - kubko-kształtne placuszki przygotowane z ciasta prawie-naleśnikowego (mąka, woda, mleko, jajka oraz tłuszcz), pieczone w specjalnych formach. Podawane są zamiast ziemniaków do mięs lub pieczeni, np. Sunday Roast. Pojawiają się także na Bożonarodzeniowym stole;
- i placek z jabłkami - apple pie.
Nic z tego nie będzie ani niskokaloryczne, ani zdrowe :O Wystarczy spojrzeć na figurę rodzimych Angielek…
Wielka Brytania słynie ze swojego tradycyjnego angielskiego smażonego, tłustego śniadania (ale je zareklamowałam ;)), które rozprzestrzeniło w innych częściach świata. Full English Breakfast składa się z fasolki (baked beans z puszki), smażonego jajka, baranich kiełbasek, bekonu, pieczarek, pomidorów oraz grzanek. Obowiązkowo wszystko smażone - inaczej będzie za zdrowo, nie-po-brytyjsku :P Polecam na kaca :)
A w niedziele trzeba się upaść także czymś solidnym. Sunday Roast Beef! Pieczeń wołowa podawana ze wspomnianym wcześniej puddingiem Yorkshire, ukochanymi pieczonymi ziemniakami oraz warzywami. Smak mięsa wzbogaca ciemny, gęsty sos gravy.
A co z five o'clock? Five o'clock is gone! Czasami czuję się bardziej brytyjska od każdej Rachael i Mary, bo dziennie wypijamy więcej herbaty niż Brytyjczyk zdoła w ciągu tygodnia. Zwyczaj zaginął ;/ Pojawia się jeszcze w reklamach herbaty Twinings, ale wydaje mi się, że kultywują go już tylko Ci, którzy pamiętają jeszcze księżną Bedford (która zwyczaj wprowadziła). Herbatka o piątej pojawić się może jeszcze w herbaciarniach oraz wielkich hotelach, gdzie pija się ją z mlekiem i cukrem, a przygryza słodkościami takimi jak bułeczki z rodzynkami (scones) z dżemem i gęstą śmietaną (całą kombinację nazwiemy wówczas cream tea), keks, biszkopt czy kruche herbatniczki.
DLACZEGO?
The Dickens Inn:
Dlatego, że 24 marca 26 lat temu narodził się światu anioł :D Oto jestem! Krzysztofek zabrał mnie na urodzinowy obiad. Wraz z Łukaszem i Grażynką wybrali Dickens Inn. Wcześniej już przyuważyliśmy to miejsce, które przykuwa uwagę swoimi rozmiarami, położeniem, konstrukcją, zadbaniem i oryginalnością. Położona jest w porcie Świętej Katarzyny po północnej stronie Londynu z widokami na jachty i wodę. Po wizycie w London Dungeon i paru krzykach i prawie zawale serca, trzeba było się napić i najeść. Tak oto zostałam zmuszona do steka :)
![]() |
| The Dickens Inn Marble Quay, St Katharine Docks, E1W 1UH Najbliższa stacja: Tower Hill (underground) lub Tower Gateway (DLR) |
The Courtyard: Dlatego, że niektórzy zrobili się głodni po pstrykaniu zdjęć rozszumionemu morzu. Miał być Nando's, ale z naszym szczęściem po kilkudziesięciu minutach poszukiwań doszliśmy do restauracji, która była w remoncie :D Skoro nie kurczak i frytki, to ryba i frytki. W końcu jesteśmy nad morzem. Tak oto na deptaku zdecydowaliśmy się, że czas na angielską kuchnię. Zaprowadziły nas tam chyba same czarne moce... ;/
![]() |
| The Courtyard 20 New Road, BN1 1UF Najbliższa stacja: Brighton (1 godzina jazdy z London Bridge pociągiem Capital Connect) |
W SKALI OD 1 DO 10:
WNĘTRZE I WYSTRÓJ:
The Dickens Inn
Natalia: 10
Co tu dużo gadać. Jeśli mijasz restaurację i podoba Ci się na tyle mocno, że mówisz: "musimy tam iść!" i jesteś zachwycony wyglądem już z zewnątrz to raczej wypada dać 10. Podzielona na trzy piętra tematyczne: pub, grill, pizza. Drewniana konstrukcja z balkonami ciągnącymi się wzdłuż, ozdobionymi doniczkowymi kwiatami. Wielkie przestrzenie w środku, gdzie drewniane krzesła stoły i podłogi przywołują skojarzenia starej izby, gdzie dają dobrze zjeść. Przytulnie zatem i przestronnie. Dickensowie w rodzinie mieli nie tylko dobrego pisarza jak widać, ale i dobrych businessmanów. Rodzinna kreatywność przydała się do stworzenia tak atmosferycznego miejsca w lokalizacji, która chyba nie mogłaby być lepsza.
Krzysiek: 9
Ciężko cokolwiek napisać jak ty już prawie wszystko zawarłaś w tekście. Ale... piękny wystroj, podobała mi się koncepcja 3lvl pub / pizzeria / grill dzięki czemu ludzie którzy przyszli po prostu napić się piwa nie siedzą obok ludzi wcinających steki i na odwrót. Tak w nawiasie, z chęcią wypróbowałbym pizzę, którą tam podają.
Natalia: Czy jest jakieś miejsce, z którego pizzy byś nie wypróbował? :D
![]() |
| Nic dodać, nic ująć |
The Courtyard
Natalia: 9
Z zewnątrz niczym nas się zachęciła - małe okienka przez które nie wiele widać. W środku jednak weszliśmy na ciągnące się wzdłuż "podwórko", ozdobione fototapetami i delikatnie oświetlonymi drzewami. Drewniany bar skąd kucharz wydawał jedzenie dodawał domowości. Powiedziałabym - przytulnie i uroczo.
Krzysiek: 8
To prawda Natalia, mimo braku jakiegokolwiek przepychu samo pomieszczenie dawało takie wrażenie ciepła. Do tego kuchnia, która była osadzona prawie przy stolikach biła ciepłem i zapachem, co nadawało miejscu jeszcze większego uroku a mi napędzało jeszcze większego głoda. Jedynie co mnie troszke zirytowało, to fakt bardzo malej toalety, co w moim przypadku skutkowało rozbiciem nosa o podajnik na papier do wycierania.
![]() |
| I tak oto nas zmylili... i oszukali :P |
SERWIS:
The Dickens Inn
Natalia: 6
Serwis był taki, jakby go nie było - ulotny... i nawet nie wiem jak mój stek się zamówił. Być może byłam jeszcze pod wrażeniem Kuby Rozpruwacza z London Dungeon, a może już byłam skupiona na rozmowie o dietach, ćwiczeniach i occie jabłkowym ;) Dodałabym jeszcze, że serwis był "nieśmiały" i bez jaja. Kolejny pan natomiast (po zmianie koleżanki) troszkę szybki i nie uważny, przez co Luke dostał nie takie espresso jakie zamawiał. Ech!
Krzysiek: 6
Powiem szczerze, że nie pamiętam jaki był serwis; byłem za mocno zaaferowany tym, co się dzieje przy stoliku. Stolik stał dosyć daleko od epicentrum kelnerskiego tak więc może to wpłynęło na nie częste zaglądanie do naszego stolika. Wiem tyle, że zamowienie zostalo odebrane, feedback po podaniu dań byl, wino uzupełniane bylo (troche leniwie, ale bylo) ;]
Natalia: Wino uzupełniał Łukasz, bo Ty jeszcze Krzysztofku do dobrego gospodarza nie dorosłeś… :P Raz tylko przez cały dłuuuugi wieczór ktoś nam dolał wina.
The Courtyard
Natalia: 6
Serwis był mniej ulotny, ale znacznie bardziej nie śmiały. Polak mieszkający od 6 lat w Anglii. Po tym jak Krzysztof go rozpracował po pierwszych NIE-brytyjskich dźwiękach i zaczął mówić do niego po Polsku, zrobił się lekko czerwony i taki czerwony już został do końca. Być może głupio mu było, że za chwilę poda swoim rodakom jedzenie iście z piekła. Nie trzeba było zbyt długo czekać, biorąc pod uwagę fakt, że był sam na cała restaurację. Całą ale prawie pustą restaurację. Mogliśmy wziąć to za znak! Będziemy wiedzieć na przyszłość, że tam gdzie mało ludzi, tam dużo świńskiego jedzenia.
Krzysiek: 6
Tak Natalia, ale okreslamy serwis a nie jedzienie... moim zdaniem kelner dawał radę, mimo że na kilometr było słychać, że jest Polakiem, to i tak popisał się swoim profesjonalizmem przed innymi.
Jeśli chodzi o obsługę nas to troche sie zamotał; wydaje mi się, że ze wzgledu na to, że nie często widzi Polskich koneserów brytyjskiej kuchni :)
Jednakże nie wybaczę mu tego, że namówił mnie na inne danie niż chciałem... w dodatku na tak niedobre danie. Zastanawiam się czy on tego nie próbował? Czy dzisiaj wyjątkowo kuchnia się nie popisała.
Natalia: Popisał się, ale nie profesjonalizmem a naciągactwem. Dźwignia handlu poszła w ruch i chłopcy dali się namówić na coś czego nie chcieli - no cóż pewnie ta wołowinka leżała tam już od kilku dni i nikt jej nie chciał - zrobili danie dnia i… sprzedali :P
CENA A JAKOŚĆ/ILOŚĆ:
The Dickens Inn
Natalia: 9
Dali zjeść dużo: i na danie główne i na przystawkę i na przekąskę na "dzień dobry". Dania wyglądały ładnie, ze zbalansowaną dekoracją - zostało wykorzystane to, co wchodziło w skład dania: ananas i jajko capnięte na steku, rukola oplatająca kozi ser. Pasuje! Co do ceny - chyba nic ponad miarę. Muszę Krzysztofa spytać, bo płacił. Dla mnie zatem znowu bomba!
Krzysiek: 8
Tak jak wspomniałaś - wszystko było piękne i ładne. Sycące... Mój stejk, mimo że był wysmażony, to i tak był super. Po tym można poznać czy kucharz wie co robi, bo podac miękkiego steka krwistego to nie jest sztuka, ale tylko dobry kucharz wie jak go wysmażyć zachowując jego kruchość. Co prawda bardzo dużo zależy też od jakości mięsa.
Wino, ukłon w stronę Grażynki - wybrane perfekcyjnie.. lubię czekoladowe wina :D
Co do ceny - myślę, że £100 na parę spokojnie wystarczy. Za tej klasy restaurację jest ok. Lecz nie powiem, że trochę mnie nie bolało ;]
Natalia: Znawca steków! Ha ha. Nie rozumiem w ogóle tego, co napisałes wyżej o tym steku. Wysmażony, krwisty miękki, cycki, katalizator :P Odcinam Ci dostęp do "Kuchennych Rewolucji"!
![]() |
| Moja i Grażynki przystawka na pół. Ser kozi na tarcie z buraczkami - zdjęcie ściągnięte ale koncepcja była podobna, a może i lekko ładniej podana |
| Anans i jajko uśmiechały się do mnie kusząco :) |
The Courtyard
Natalia: 3
Ilość na talerzu ucieszyła moje oko - wielka ryba, prawie nie mieściła się na talerzu. Czyżby tacy dobrze gospodarze byli w Brighton? NIE! :) Już po pierwszych machnięciach widelca i noża odkryłam sekret wielkiego dorsza - napuszona panierka, po ściągnięciu której wyskakiwała mała, niedoprawiona rybka. Wątpię w to ażeby ryba była świeża :( Nawet frytki były rozmiękczone, jakby podane po tych co przed chwilą wyszli w popłochu. Właściciele/kucharze poszli w ilość a nie w jakość. Za to danie byłabym skłonna zapłacić maksymalnie 1.50 (jeśli już ktoś by mnie zmusił torturami do ponownego kupna). Powiem więcej, miałam cały czas bolesne wrażenie, że w budce nad morzem dostalibyśmy lepsze jedzenie - tam przynajmniej mają ruch więc dostalibyśmy coś na świeżo.
Krzysiek: 2
Oooooo! Ta zaniewaga krwi wymaga! Zamówiona przeze mnie pieczeń była tak twarda, że spokojnie mógłbym nim wbijać gwoździe, i tak gumowaty, że podejrzewam, że struktura moich zębów została naruszona poprzez próby pogryzienia i rozdrobnienia mięsa. Z dodatków dostałem śmieszną piankę, o której Natalia wspomniała w preambule, a która wydała mi się bezsmakową pianką jajeczną, tak jak i bezsmakowe były warzywka gotowane w wodzie lub na parze. Wydaje mi się, że lokal został ustawiony specjalnie pod turystów tak, aby utwierdzali się w przekonaniu, że Brytyjska kuchnia jest niesmaczna.
Kucharz powinien iść na jakiś kurs doprawiania jedzenia, lub wydobywania z produktów ich naturalnych smaków.
| W zasadzie to nie wiadomo co to jest :D Krzysztof zczerwieniał ze złości... a może nabrał koloru swojego jedzenia. |
| Ryba ociekająca tłuszczem i rozmiękczone frytki... za jakie grzechy? :P |
SMAK:
The Dickens Inn
Natalia: 6
No i się okazuje, że steki i mięso czerwone na prawdę nie są dla mnie.Swojego Sweetcure Gammon Cutlet zjadłam w ilości 1/4. Za to łódeczki z ziemniaków i jajko kurki z wolnego wybiegu bardzo dobre :P Zatem skopiuję wypowiedź Krzyśka z ostatniej notatki o kuchni Hiszpańskiej - dobre ziemniaki! :D
Ser Kozi za to był bardzo dobry! Podany w formie tarty z buraczkami - trochę to ciasto trochę nie. Na pewno miałyśmy lepszą przystawkę niż chłopcy!
Wino o smaku czekolady dla mnie było lekko za ciężkie (rodzi się ekspert ;) ha ha!), ale widac dobrze szlo w parze ze stekiem… yyy… z ziemniakami ;) i moim ukrytym weekendowym alkoholizmem, bo wypiliśmy trzy butelki :D
Krzysiek: 9
Dla mnie bomba zaczynając od starterów, którymi były roztopione serki, bagietunie itp. Wszystko przemyślane i ładnie podane;
poprzez danie główne - "stejki bo trzeba wpierdzielac stejki nie jakies tam kanapeczki", które były równie dobre - co napisałem już w poprzednim akapicie;
no i kończąc na deserze z ciasta czekoladowego mmmmmmmmmm!
The Courtyard
Natalia: 2
Zjadłam, bo miałam ochotę na frytki. Przykryłam je toną ketchupu i majonezu i weszły ;) Ryba była okrutna i znęcała się nade mną brakiem smaku i wiadrem tłuszczu jaki wypływał z panierki. Danie było bardzo kiepskie - na granicy trucizny. Aż nam wszystkim miny zrzedły, bo najpierw miał być przepyszny Nando's. Z racji remontu jednak, trafiliśmy do The Courtyard gdzie dokonano zamachu na nasze życie. Fuj!! Wielki żal i rozgoryczenie. Myślami każdy wrócił do wczorajszej odgrzewanej pizzy ;)
Krzysiek: 2
Nie wiem od czego zacząć. Z chęcią zaprosiłbym tam Magdę Gesler, aby ta kuchnia przeszła rewolucję jakąś, bo obsługę mają fajną / miejsce dobre / wystrój spoko, ale jedzenie no kurde jak dla koni... i to pijanych. Twarde / niedoprawione / smaki okropne.
Po wyjściu z restauracji miałem ochote zrobic 2 rzeczy: 1) zjeść coś, co pozostawi mi miły smak w ustach, 2) iść na policję i zgłosic zabicie dobrego smaku.
SUM-A-SUMMARUM:
The Dickens Inn
Natalia: 8
Chcę tam wrócić, ale na inne danie. Czuję, że terytorium pizzy może nas super pozytywnie zaskoczyć. Poczekajmy na lepszą pogodę - pizza i winko na balkonie?
Krzysiek: 8
Jestem w 1893479276455956% za. Pizza na balkonie, ale do tego masz Natalia misję. Sprawdź jakie wino najbardziej pasuje do pizzy ;]
Natalia: do pizzy najlepiej pasuje piwo chmielowe. Choć przy delikatnych toppingach polecam akże Australijskiego Rieslinga lub Sauvignon Blanc z regionu Sancarre (Francja) :D
The Courtyard
Natalia: 2
Daję dwa za wielkie rozczarowanie. Nie wrócę tam nigdy choćby remontowali wszystkie inne restauracji w okół ;) Jedyne co wyniosłam z tego miejsca to to, by patrzeć na zaludnienie restauracji. Mało ludzi - nie wchodź!!
Krzysiek: 3
no oprócz tego, to mówiąc szczerze wyniosłaś lekki ból brzucha, a ja chęć mordowania niekompetentnych kucharzy. Nauka na dzisiaj - nie oceniaj książki po okładce. Mimo że miejsce jest ok, to kuchnia okropna
*cremated - stek spieczony na raka :D













