CHARAKTERYSTYKA:
Kuchnia chińska - tak jak chińskie pismo logograficzne - to
sztuka i mistrzowski kunszt. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, że rozwinęła
się kilka tysięcy lat temu za czasów cesarzy, gdzie przywiązywano wielką wagę
nie tylko do tego co się je, ale i tego jak się owe jedzenie podaje. No cóż,
przecież jemy też oczyma. Przygotowanie potraw to też nie lada ceremonia.
Na wykwintne dania zasłużyć mogli tylko najwybitniejsi na dworze – plebs
zadowalał się ryżem ;)
Obok wyglądu i estetyki, Chińczycy pamiętają także o zdrowiu.
Wierzą, że to co jemy wpływa na naszą dusze i umysł.
Kuchnia zachodnia łączy w sobie elementy wielu kultur, m.in.
wietnamskiej, japońskiej i singapurskiej, owocując różnorodnością smaków. To co
dla nas jest proste, kilkanaście godzin na Wschód nabiera nowego wymiaru.
Słony, słodki, kwaśny i ostry mieszają się na wszelakie sposoby, aż do momentu
uzyskania odpowiedniego smaku potrawy. Nikogo nie dziwi chrupiący kurczak z
miękkimi warzywami, soczysty nadzienie w suchych spring Rollsach, czy sos
słodko-kwaśny. Dlatego nie możemy mówić o jednej ‘chińszczyźnie’. Istnieje tam
nawet do kilkudziesięciu ,kuchni regionalnych, gdzie jedna w niczym nie
przypomina drugiej. Do najbardziej charakterystycznych zaliczymy:
* północną – słoną (Pekin);
* południową – słodko-kwaśną (Kanton);
* wschodnią – ostro-słodką (wzdłuż rzeki Jangcy);
* oraz zachodnią – bardzo pikantną (Seczułan).
A odróżniać te smaki i mieszanki muszą, bo za filozofią jedzenia
i mieszania idzie filozofia życia i cywilizacja. Według nich bowiem naród,
który nie potrafi odróżnić smaków = gotować, nie posiada kultury. Mocno
powiedziane!
Nikogo nie zaszokuję pisząc, że podstawą kuchni chińskiej jest
ryż ;) Ryż to produkt Yang, a jeśli mamy Yang to musi być i Ying.
Przeciwieństwem ryżu są… warzywa (po ichnemu cai). Produkty Yin są
wilgotne i miękkie, mają działanie chłodzące, i odżywiają żeński pierwiastek
natury człowieka. Zatem Panie… warzywa są dla nas. Smażone i
pikantne produkty Yang, z czerwonym mięsem, rozgrzewają i odżywiają męską część
natury. W każdy posiłku powinna zostać zachowana harmonia smaków, jak i
równowaga pomiędzy pokarmami chłodzącymi i rozgrzewającymi (co by się nie
przegrzać ani nie odmrozić sobie tego i owego).
I na koniec coś, co przekonało mnie bardziej do Chińczyków niż
iPhone 5 :D Otóż większość potraw przygotowywana jest w rozmiarach na jednego
kęsa, jako że nóż i widelec uważane są za rodzaj broni. Je się zatem
pałeczkami, ceramiczną łyżką lub palcami – co mnie się podobało
najbardziej.
DLACZEGO?
Po zaspokojeniu ciekawości czymś kompletnie nowym (czytaj wyżej
= kuchnia kolumbijska), przyszedł czas na coś co już wszyscy znamy ;)
Oczywiście mówię czysto teoretycznie, bo większość chińszczyzny jadanej w
Polsce prawdziwi Chińczycy pewnie nawet nie dotknęli, nie wspominając już nawet
o mieszankach chińskich z Hortexu ;)
Usilnie szukaliśmy bufetu, żeby samemu wybrać co
się chcę i żeby mnie jakiś chinol nie ograniczył do kurczaka i krakersów
krewetkowych. Wypadło na Gourmet Buffet. Zdecydowała za nas trochę Nina Conti
na występ której zmierzaliśmy. Ograniczeni czasowo, odrzuciliśmy pomysł
odwiedzenia China Town, co byłoby tak naprawdę najbardziej logiczne ;)
![]() |
N1 Centre, Unit 4, Parkfield Street,
Greater London N1 0PS
Najbliższa stacja: Angel (czarna linia – Northern Line)
|
China Town odwiedziliśmy dwa tygodnie później, głodni (chłopaki
oczywiście – bo ja głodu nie czuję) po oglądaniu metalowych rur, które ktoś
nazwał sztuką i postawił w Tate Modern ;) Tym razem wybrał Krzysztof, bo
słyszał, że restauracja jest dobra. Co się okazało trafiliśmy do Little
Wu, zamiast Mr Wu ;) Jednak w milionie chińskich alejek i
w deszczu, nie było miejsca na rozkminianie czy Mr może być Little lub na
odwrót.
W Gourmet Buffet ilość dań była jak dla mnie oszałamiająca. Nie
spróbowałam wszystkiego, ale to co najdziwniejsze i insze. W Little Wu ilość
znaczenie mniejsza.
ILE W TYM PRAWDY?
Natalia:
W Gourmet Buffet sztućców nie dostaliśmy! :D
Wygląda na to, że trzymają się tradycji, a to właśnie chcemy poczuć odwiedzając
restauracje. Chińska herbata podana w małym czajniczku z małą filiżanką,
których nie wiedziałam jak używać z racji dziwnych zakończeń – kolejny plus.
Zupa w ceramicznej miseczce z ceramiczną łyżką.
W Little Wu pojechali po całości. Sztućce jakie
zapragniesz. Widocznie wyszli naprzeciw konsumentom z innych krajów – ale nie o
to chodzi, bo brakuje wtedy prawdy. Idąc tym tropem, za kilka lat zamiast satay
chicken dostaniemy kurczaka z KFC, a warzywa zastąpią rzeczywiście te z
paczki.
Co do mieszania suchego z soczystym, kwaśnego ze
słodkim – wszystko prawda.
Krzysiek:
Dla mnie te dwa lokale, o których Dziubek
wspomniała wcześniej kompletnie się różniły. Little Wu to typowa jadłodajnia
dla turystów, gdzie za 5 funtów można zaspokoić głód na cały dzień.
Jeśli chodzi o restauracje Gourmet to typ
restauracji gdzie najedzenie się schodzi lekko na drugi plan, a na prowadzenie
wysuwa się chęć doznań estetycznych. Bardzo dobra restauracja na drugą albo
trzecią randkę… Dlaczego na trzecią? A chciałbyś na pierwszej randce pokazać
swojej lubej jak pięknie obierasz tłustawe krewetki królewskie z ich skorupek babrając
przy tym wszystko wokoło…?
Natalia: Nie wiem czy trzecia randka wiele
zmienia. Dwieście trzecia to już inna historia.
W
SKALI OD 1 DO 10
WYSTRÓJ I WNĘTRZE:
Natalia: 6
Chińska kultura kojarzy mi się z
surowym wystrojem i minimalną ilością dekoracji. Zarówno w jednej jak i w
drugiej restauracji tego się trzymali :D Zwyczajnie i prosto. Nic
nadzwyczajnego.
Krzysiek: to chyba na myśli masz bary sushi…
Natalia: Hm, sushi to kuchnia japońska. Na myśli
ma wagamamę. Tak jak tam właśnie, w Little Wu przywitały nas długie lawy, które
mogły pomieścić kilkunastu klientów, więc rozmowy intymne wykluczone - nawet po
Polsku, bo i Polacy się obok nas znaleźli :O Mnie jednak taki surowy wystrój się
podobał
Krzysiek: oszalałaś? mała przestrzeń
zagospodarowana niskimi podłużnymi stołami…
Natalia: tej, designer… czasami prostota równa
się pięknu… przepych to przepych – pierdoli kolory ;)
Krzysiek:
Little Wu - 3 (Ładniej wygląda McDonald’s na dworcu w Poznaniu)
Gourmet - 7
Little Wu zaskoczył mnie ciemną niską przestrzenią
z brakiem wieszaka na płaszcz i parasol… wszystkie stoły stały tak blisko
siebie, że ciężko było się poruszać miedzy nimi.
Natalia: a tutaj się zgodzę. Przeskakiwać przez ławy
– nie lada wyzwanie. No i ja z moja mini znowu musiałam przyprawić kilku o zawał
J
Krzysiek: Całość lokalu była tak zatłoczona, że
nawet nie miałem okazji spojrzeć na wystrój, o ile jakikolwiek tam był... Co do
Gourmet - sytuacja bardzo odmienna… Duża przestrzeń ze stolikami 2 lub 4
osobowymi oddalonymi od siebie na tyle, aby zapewnić każdej parze namiastkę prywatności…
Wystrój wnętrza zawierał chińskie elementy, co nadawało
wszystkiemu klimat…
Natalia: Chińskie elementy? Good gracious, muszę
sobie spostrzegawczość z CV wykreślić chyba. Ja głównie widziałam talerz na
‘wydalanie’ owoców morza ;) Hm, poniekąd tez tworzył pewien klimat :D
SERWIS:
Natalia: 3 dla obydwu restauracji
Z racji, że wybraliśmy bufet, serwis był minimalny :) O dziwo w Little Wu doliczyli sobie 10% za obsługę :D Jak dla mnie brakowało chińskości w tym wszystkim. Tradycyjny strój dodałby wiele uroku.
Z racji, że wybraliśmy bufet, serwis był minimalny :) O dziwo w Little Wu doliczyli sobie 10% za obsługę :D Jak dla mnie brakowało chińskości w tym wszystkim. Tradycyjny strój dodałby wiele uroku.
Krzysiek:
Little Wu - 1
Gourmet - 5
I znowu zacznijmy od obelg na temat
Little Wu… w zasadzie serwisu brak i traktowanie klienta jak bydło… profil
psychologiczny i nastawienie do pracy podobne do kobiet pracujących na poczcie
lub polskich urzędach czyli NIECHCEM ALE MUSZEM. Zostaliśmy przywitani słodkim
"tu siadać". Do tego kelnerka miała problem z rozumieniem języka
angielskiego. Prawdopodobnie rozumie tyle, ile jest napisane w karcie… Jak napomniałem
wcześniej strój kelnerek / kelnerów pozostawiał wiele do życzenia…
Co do Gourmetu to wszystko było nie tyle celująco
co poprawnie… uśmiech, menu, wyjaśnienia. Ktoś nawet przyszedł w między
czasie posprzątać nasz stolik (w zasadzie nie wiem czy z grzeczności, czy po prostu
chcieli już nas się pozbyć ;] )
CENA/JAKOSC
Natalia:
Little Wu - 9
Gourmet - 10
Przyznać się trzeba, że szukaliśmy taniego
bufetu, szczególnie za drugim razem. Jak to Tadziu ujął "żeby mało zapłacić
i jeść ile wlezie". Nic dziwnego zatem, że moje jedzenie zamknęło się w 10
funtach.
Krzysiek:
Little Wu -7
Gourmet - 9
W Little Wu cena bufetu to około 7 funtów. W Gourmet
- 10 funtów za dużą możliwość kombinacji. Gourmet dawał nam większą różnorodność
przysmaków + przysmaki z górnej półki, np. Małże, zatem zostaje lepiej
oceniony.
![]() |
| Satay chicken - zawsze na patyczkach. |
![]() |
| Smoked chicken |
![]() |
| Tak to mniej więcej wygladalo. |
![]() |
| Danie zupopodobne ;) |
![]() |
| Sesame chicken (czerwony), smoked chicken, chińskie pierożki, noodle |
SMAK:
Krzysiek:
Little Wu - 7
Gourmet - 9
Jeśli chodzi o Little Wu mimo mniejszego wyboru, wszystko
było jakby świeższe, lecz miało podobny do siebie smak… mi najbardziej zasmakowały
krewetki panierowane…. Mmmm, to jest cos… oczywiście makaronik w sosie
sojowym - palce lizać…. Kurczak był trochę suchawy, ale chyba po to by móc go polać
jednym z 6 sosów jakie nam oferowano…
Co do Gourmetu, to z możliwości wyboru może się w
głowie poprzewracać. Na moim talerzu zagościły owoce morza - w roli głównej małże. Całkiem
smaczne, tylko lepiej się temu nie przyglądać, bo wyglądają jak by ktoś już je jadł.
Smak wszystkich potraw kompletnie różny od siebie. Co do zawartości
kalorycznej, to tak naprawdę zależy od Ciebie czy zjeść tłusto czy może nie. I
to lubię w bufecie…
Natalia:
Gourmet - 9
Little Wu - 8
Odkryłam, że owoce morza nie są dla mnie. Kałamarnica
przyprawiła mnie o mdłości, krewetki odrzuciły mnie swoja chrupiącą skorupą, a patrząc
na Krzyska jak wciąga (dosłownie!) małże poprosiłam o kolejny talerz, żeby to
wszystko odłożyć. Zapach krakersów krewetkowych prześladował mnie jeszcze jakąś
chwilę. Kolejne dwa podejścia w domu nie wniosły nic nowego. Fuuuuuuuj!
Kurczak natomiast - palce lizać! Jakikolwiek…
satay, sesame, smoked… Chińczycy są mistrzami w eksperymentowaniu z przyprawami
i mieszaniu smaków. Ten ostatni (smoked) oblany przedziwną galaretą był
najsmaczniejszy.
Warzywa także w ciekawych mieszankach. Ale
wszystko tłuste! :(
Zupy zupą bym nie nazwala… wodnista galareta o bliżej
nieokreślonym smaku. Za bardzo ukochałam sobie gęsta grochówę i fasolówkę na zasmażce
;) Tych przyzwyczajeń chyba nie przełamię.
SUMA-SUMMARUM:
Natalia: Szałem dla mnie było jedzenie rękoma w
Gourmet Buffet. Kuchnia ogólnie smaczna, wykluczając oczywiście owoce morza.
Ciekawe połączenia smaków - trochę znanego mi kurczaka z nieznanymi mi sosami -
na pewno będziemy stałymi bywalcami chińskich (DOBRYCH!) restauracji.
Krzysiek: Kuchnia pierwsza klasa… gdyby nie
przykra przygoda z Małym Wu… Odkryłem moja małą słabość do owoców morza, a
także to ile potrafię zjeść krewetek w jeden wieczór… Co do restauracji Gourmet,
to z chęcią zawitam tam jeszcze raz...
* 请慢用 [Qǐng màn yòng]! - Please, eat slowly J






