CHARAKTERYSTYKA:
Piękny,
kolorowy kraj z temperamentem, to i kuchnia kolorowa i temperamentna. Kuchnia
hiszpańska! Ciężko pisać o jej charakterystyce, bo żeby ująć smak Hiszpanii w
pełni musiałabym rozbić się na drobne i opisać każdy region. I tak na przykład
(skromny przykład, bo skupię się jedynie nie niektórych regionach):
-
Andaluzja ugości nas garścią warzyw i owoców morza (z najsłynniejszym pośród
dań chłodnikiem gazpacho), co popijemy wzmocnionym (16%-20%) winem Sherry (dokładniej xeres
lub jerez)
-
Kastylia zadba bardziej o typowych mięsożerców (chorizo i wędzona szynka -
jamón serrano).
-
Madryt będzie rajem dla miłośników cukru, gdzie pomoczą sobie churros (ciastka
smażóne na oliwie) w kawie lub gorącej czekoladzie,
-
fani corridy przybywający do Pampalony zazielenią się od ilości ziół
używanych w kuchni.
-
Walencja urzeknie niejednego nie tylko tonami pomarańczy, ale przede wszystkim
słynną paellą - danie, które przyrządza się w specjalnej patelni z dwiema
rączkami, a później bezpośrednio z niej spożywa się posiłek. Nazwa dania
pochodzi od łacińskiego słowa „patella” - naczynie do składania ofiar bogom ;) Tradycyjna hiszpańska paella składa się z ryżu z szafranem,
kury, zielonej fasolki szparagowej, groszku, pieprzu, papryki, krewetek i muli.
Jednakże nie podcinajmy Hiszpanom skrzydeł - potrawa ta ma wiele wariantów.
Jak
widać zatem, kuchnia ta opiera się na specjalnościach regionalnych i tym, co
lokalna ziemia urodzi i morze wyrzuci na brzeg ;) Mar i Terra!! Dużo tutaj ryb,
owoców morza oraz warzyw, szczególnie ziemniaków oraz pomidorów. A tę całą
naturalność zalewają oliwą z oliwek i przygryzają ostrymi iberyjskimi szynkami
(om nom nom), których cena czasami może powalić na kolana. Ciężko tutaj znaleźć
potrawy mączne, co sprawia, że kuchnia Hiszpańska jest zdrowsza od naszej Polskiej -
"zalanej" białym chlebem, bułkami na śniadanie, łazankami na obiad i odgrzewaną pizzą na kolację. Smacznego! :)
Poza
wspomnianą już paellą i gazpacho, serca ludzi na całym globie (w tym moje i…
Krzysztof, Twoje też??) podbiły także tortilla oraz tapas! Tortilla de patatas
to prosty i zaskakująco smaczny w swojej prostocie omlet z ziemniaków. Wersję
podstawową można oczywiście wzbogacić.
Tapas
to nie są zwykłe przekąski; to przekąski niezwykłe :D Zwyczaj podawania tapas
do piwa jest przyjęty niemalże w całej Hiszpanii, a narodził się przez
przypadek. Różne są "legendy", jednak wszystkie sprowadzają się do
jednego - popijając wino przykrywano kielich np. plasterkiem kiełbasy, co by
nie pozwolić muchom na kąpiel w napoju ;) Stąd właśnie una tapa od
czasownika tapar - przykrywać (Ach! kocham nauczać ;) ledwo
powstrzymałam się przed odmianą czasownika). Przekąsek jest wiele i swoim
rozmiarem nie koniecznie są w stanie przykryć szklankę z winem czy piwem:
oliwki, szynka, sery, kanapki, owoce morza, ziemniaczki czy już znana nam
tortilla.
Co
więcej za tapasami kryje się jeszcze jedna praktyczna przyczyna. Podaje się je,
by nie upić się zbyt wcześniej ;) A my mamy swoją zagrychę! :D
I
za co jeszcze lubię Hiszpanię? Nie wyobrażają sobie posiłku bez wina, co dla
mnie jako anonimowego alkoholika i amatora win pasuje w 100% :) Na hiszpańskim
stole nie może zabraknąć dzbana Sangrii, podawanej z lodem i kawałkami owoców. Jest to mieszanka wina, soku z owoców, cukru, oraz likieru
sekretnej receptury ;) Popularnością cieszy się też wino Cava, pochodzące
z Katalonii, gdzie działa około 266 wytwórni tego wina - bodegas. To co,
Cristóbal? Przenosimy się do Hiszpanii? :D
DLACZEGO?
Bo
mi się bzykać chciało! :) Zachciało mi się kuchni hiszpańskiej i nie
odpuściłam. Ponadto, znalazłam (jak mi się wtedy wydawało) dobrą restaurację
blisko kolumny the Monument, gdzie zaplanowałam, że przed obiadem zrobimy wyprawę 311 schodków w górę :)
Poza tym usilnie chciałam spróbować paelli i dać tę szansę Krzyśkowi.
Wyszukana
uprzednio przez Internet restauracja Ortega zaskoczyła mnie jeszcze
bardziej niż się spodziewałam - o jej istnieniu nikt nie wiedział, a po
godzinnych poszukiwaniach okazało się, ze kręciliśmy się w kółko i mijaliśmy ją
około 3 razy :D Dwa iPhony gorące od przeszukiwania map Londynu nic nie dały ;)
Zajebista orientacja w terenie. Ha ha!
Ok,
znaleziona i… zamknięta! :D Szybka burza mózgów i już po minucie znaleźliśmy
kilka innych opcji. Natalia mówi: "musi być Hiszpańska", a
Krzysztofkowi już z głodu trzęsą się ręce ;) Opis restauracji Fuego brzmiał zacnie.
Tylko kilka minut piechotą. Kolejna nieistniejąca! Co za niefart! ;)
Jak
to mówią najstarsi górale - do trzech razy sztuka. La Tasca na Covent Garden.
Oczywiście, że i tej nie mogliśmy znaleźć (dodam, że wtedy jeszcze nic nie
piliśmy ;)). Ostatecznie jednak - jest. Spanish tapas bar and restaurant! Jak
Boga kocham - jednak dzisiaj zjemy obiad! :)
Z
Hiszpańską kuchnią zetknęliśmy się już jednak kilka miesięcy wcześniej. San Miguel
na Greenwich., co też wiązało się z wyprawą do parku Greenwich. Wtedy jednak Krzysztof zamówił kurczaka i ziemniaczki… O czym
Hiszpańskim tutaj pisać? Postanowiłam zatem zaczekać na bardziej egzotyczne
doznania. Dwugodzinny pościg za paellą to nie lada doznanie. Udało się! :)
![]() |
San Miguel18 Greenwich Church Street, SE 10 9Najbliższa stacja: Cutty Sark DLR lub Greenwich DLR |
![]() |
La Tasca Restaurant23-24 Maiden Lane WC2E 7NANajbliższa stacja: Covent Garden Tube lub Leicester Square Tube |
ILE
W TYM PRAWDY?
W restauracja
San Miguel zamówiliśmy przekąski. Tutaj chyba nic nie
mogłoby być nie-tak.
W
La Tasca zamówiliśmy paellę. Podana na patelni z dwoma uszkami, ale do tego
dostaliśmy talerze, co przeczy idei jedzenia prosto z patelni ;/ Znalazła się
też gałązka szafranu, co wzięliśmy z Krzysztofem za rozmaryn :D Jak widać, nie za bardzo
się popisaliśmy przy tej wyprawie. No i Sangria moja ukochana - w solidnym
dzbanie z lodem i kawałkami owoców. Jednym zdaniem, to co widzieliśmy pokrywa
się z przyswojoną wcześniej (i później) wiedzą o kuchni hiszpańskiej.
W
SKALI OD 1 DO 10
WYSTRÓJ
I WNĘTRZE:
Natalia:
San
Miguel: 6
Wystrój
"bogaty" (wszystko i nic), trochę szalony jak Hiszpania ;) Miejsce
jednak stare i nieodrestaurowane, miejscami chyba zakurzone. Bardzo dużo
przestrzeni, co pochwalam. Okrutne natomiast były nakrycia na stołach - cerata
i chusteczki. Apetytu mi to nie zabrało, ale nie czułam się komfortowo.
La
Tasca: 10
Trzy
sale - każda na innym piętrze, ale połączone tak, że można było podejrzeć co u licha
;) Na samej górze sala śniadaniowa; na poziomie zerowym sala obiadowa połączona
z miejscem a'la pub; na dole klimatyczna sala na pijańskie wieczory :) Wszystko
kolorowe i temperamentne, ale bez przesady i zbytecznego przepychu. Ściany z
kolorowymi wzorami biegnącymi przez środek. Klimatu i apetytu dodawały patelki
zwisające ze ścian i wina poustawiane we wnęce.
Ciekawa
zastawa: porcelanowa, ręcznie malowana we wzorkami podobnymi do tych ze ścian. No i
ten gliniany dzban do Sangrii :) Powiedziałabym, że miejsce jest bardzo przytulne
i chciałoby się tam został dłużej niż na chwilę.
Krzysiek:
Sam
Miguel: 4
... bylo to tak dawno, że skwituję to stwierdzeniem: "dobre ziemniaki"
La
Tasca: 8
Podobala
mi sie koncepcja 3 sal. Dolna i górna były otwierane dopiero na wieczór (Natalia
chyba nie zrozumiala agielszczyzny naszej Hiszpańskiej kelnerki). Całość była
mocno Hiszpańska (przynajmniej mi się tak wydaje, bo jeszcze nie mialem okazji
być w Hiszpanii). Podobała mi się również zastawa wraz z podaniem dań a'la PRL.
Zdobione talerze wzorkami floystycznymi z wyraźnie widocznymi śladami pędzla, czy gliniany dzban, w którym znajdowała się jakże ukochana przez Natalię
Sangria. Nawet uszczerbienia na dzbanie miały swój styl - styl upadniętego
dzbanka.
Natalia:
Dobre ziemniaki!?!?!? Krzysztof! Po słownej konfrontacji z Krzysztofem właśnie
teraz, Krzysiek mówi, że pamięta o wystroju San Miguel tyle, że coś zwisało z sufitu :D
![]() |
La Tasca: Na wejściu wita Cię pub i setka win :) |
![]() |
La Tasca: Serce restauracji |
![]() |
San Miguel: Czy to byk schowany pod płachtą? :D |
SERWIS:
Natalia:
San
Miguel: 6
Serwis
raczej standardowy. Funkcjonalna kelnerka. Jedynym dziwnym zachowaniem było to,
że po zamówieniu napoju przez Krzyśka (tylko on zamawiał, ja koń nie jestem i
wody pić nie będę ;)), zabrali mi kieliszek. Czyżby praktykowali żydowski
skill? Nie zamawiasz, to nie będziesz pić? Cóż, napiłam się z butelki.
La
Tasca: 7
Inna
kobieta wybrała nam stolik, inna przyjęła zamówienia, inna podała dania, a inna
Sangrię. A ja chciałam jedną Hiszpankę dla siebie… ;) Oczywiście żartuję, ale
taki chaos wpłynął pewnie na lekką powolność serwisu i serwis "przelotem". Bo z
jednej strony czekaliśmy aż ktoś podejdzie, a z drugiej strony, kiedy już
podeszła jedna Pani jedyne co chciała wiedzieć to, co chcemy pić - uciekła
zanim wymówiłam P jak Paella :D i czekaliśmy kolejne minuty na zamówienie dania.
Panienka,
której płaciliśmy - ta, z którą mieliśmy ostateczne starcie i bliższe spotkanie
trzeciego stopnia - była miła, ale można było wyczuć, że nastawiona jest na klienta
masowego. Szybko, szybko! Ok, napiwek i tak dostała, bo jakoś tak… co ludzie
powiedzą ;)
Krzysiek:
Sam
Miguel: Dobre ziemniaki...
La
Tasca: 7 (+2 za aparycje kelnerki - korcyłby)
Serwis
a dokladnie serwisantka niezła... mila i rezolutna - korcyłby ;] Na jedzonko
czekaliśmy dosyć dlugo (20 min), ale wybaczam, bo wcześniej z ust naszej kelnerki
jak miód wylały się na moje uszy jakże to słodkie słowa, że paella ma skomplikowany proces twórczy; dlatego okres oczekiwania na danie jest stosunkowo długi. Dzięki metalowym sztućcom oraz pieknej zastawie
powoli zapominam smak plastikowych widelców z dworca w Poznaniu. O dzięki ci za
to Panie.
Gdy
jadło zostalo podane na stół nasza ¡Hola!
nie zapomniała o feedbacku i grzecznie spytała po jakimś czasie czy wszystko
nam smakuje polewając kolejną kolejkę wina. Perfect! Dzięki takiej obsłudze
czujesz się jak król, któremu podaje się winogrona do ust.
Natalia: Ale Ty Krzysztof bredzisz... Nikt nam wina nie polewał, to nie to miejsce. Sangrię polewałeś Ty jako samiec
grupy, i z taką częstotliwością, że prawie wypiłam wodę z kwiatków na parapecie.
CENA
A ILOŚĆ/JAKOŚĆ:
Natalia:
San
Miguel: 7
Ja
na swoje dania nie mogę narzekać. Krzysztof to trochę inna historia :D I za
jego historię muszę odjąc punkty - Natalia za Krzyśka, a Krzysiek sam za siebie
:)
Zamówiłam
tortillę de patatas oraz revuelto de espinacas. Porcje były dostateczne jak dla
mnie. Pamiętajmy, że to przekąski! Jakościowo także były na dobrym poziomie.
La
Tasca: 8
Moja
porcja była zacna, ale nie wiem czy najadłby się tym chłop, skoro nawet mój chłopiec
się nie najadł, i ja zjadłam swoje pół a Krzysztof swoje całe i moje pół. W moim
daniu kurczaka i chorizo <3 nie zabrakło. Jakościowo rzecz ujmując, wydaje
mi się, że na bokach paella nieco przywierała do patelni - ekspertem nie jestem i być
może tak miało być.
Co do Sangrii to podejrzewamy z Krzysztofem, że jakość soku i wódki nie należała do najlepszych, dlatego stwierdzam po fakcie, że lepiej byłoby zamówić wino w takiej samej cenie. Mielibyśmy pewność co pijemy. Nie żałuję, bo spróbowałam. Wypiliśmy do dna i do domu wracało się lepiej.
Krzysiek:
Sam
Miguel: Taaa, dobre te ziemniaki byly...
La
Tasca: 8
Bardzo
dobrze wydane f15, troszeczkę byłem nieusatysfakcjonowany z jakości Sangrii, bo
podjeżdżala mi rozcienczonym winem przez sprite, ale jeśli chodzi o jedzonko, to
warte swojej ceny. Miałem przyjemność spożywać Paellę z owocami morza i jak na
porcję za f10 to dała rade… naprawdę.
Natalia:
Krzysztof zapomniał, że w San Miguel podali mu przypalonego kurczaka. Nawet do
baru wtedy poszliśmy na skargę - a co! Poza tym to szału tam nie miałeś.
Ziemniaki, kurczak i brokuły - też sobie wziąłeś mieszankę iście Hiszpańską :P
![]() |
San Miguel: Tortilla Española! Olé! |
![]() |
San Miguel: Revuelto de espinacas - Jajecznica na zielono |
SMAK:
Natalia:
San
Miguel: 9
Tortilla
mnie urzekła i znowu wychodzi, że kocham się w prostocie (Pozdrawiam, Krzysztof
:D). Ziemniaki i jajko i Natalii podniebienie jest w siódmym niebie. Tak
zostałam zaczarowana, że sama postanowiłam podjąć wyzwanie w domu. Udało się
choć trochę z podniecenia przesoliłam ;) Najgorsze - muszę przyznać - było
przewracanie placucha na drugą stronę. Revuelto de espinacas? A co to? A co
to? Jajecznica ze szpinakiem. Tak! Moje zaszkoczenie było wielkie, ale
zaskoczyli mnie smacznie.
La
Tasca: 9
Mimo,
że nie zostałam niczym zaskoczona w samym daniu, to przecież to paella moja
wyczekiwana i muszę zawyżyć. A tak serio, danie było bardzo dobre. Miękki ryż
jakiejś chyba nieznanej mi odmiany, dużo kurczaka i chorizo. Pięknie doprawione
i z gałązką szafranu i z plasterkami cytryny. Pokropiłam cytryną dwa kęsy, ale osobiście wolę bez. Krzysztof stwierdził, że sam by takie zrobił… Będę czekać
:)
Sangria
dobra, ale za mało alkoholowa - zbyt rozcieńczona, jak mniemam ze względu na
koszt wina i wódki.
Dodam jeszcze tylko, że znienawidzam coraz bardziej owoce morza. Pod koniec wymieniliśmy się z Krzysztofkiem patelniami, żeby mógł zjeść moją połowę. Smród małż i kałamarnic bijący z jego patelni nie dawał mi spokoju.
Krzysiek:
Sam
miguel: excelentes patatas...
La
Tasca: 7
Paella
dała radę... czułem lekki niedosyt, bo spodziewałem się naprawdę czegoś wow. Co
się okazało -
paella
to ryż z sosem i morskimi babrochami (krewetki / małże / kałamarnica), ale mimo, że na pierwszy słuch ucha ta kompilacja dziwnie brzmi, to smak był poprawny.
Wszystko było dobrze doprawione i grało ze sobą. Tak jak mówiłem, wcześniej - rozczarowany byłem tylko Sangrią... następnym razem pozwolę Natalii wybrać
jakieś zamknięte winko, bo coś mi się wydaje, że barman postanowił troszkę
przyoszczędzić na składnikach i piliśmy najdroższego w swoim życiu sprite'a z
jabłkami i znikomą dawką wina.
Natalia:
Jesteś monotematyczny. Z całej restauracji San Miguel zapamiętałeś jedynie ziemniaki? :D
I
jeszcze jedno - patatas excelentes...
![]() |
La Tasca: Sprawna choć powolna ręka Krzysztofa polewa pierwszą kolejkę Sangrii.Nasza krótka fiesta się rozpoczyna. |
SUM-A-SUMMARUM:
Krzysiek:
Sam
Miguel: ممتاز البطاطس
La
Tasca: 7
Sum-a-summaru, popołudnie spędzone w poszukiwaniu restauracji zostało w 100%
wynagrodzone. Podejrzewam, że moja wysoka ocena jedzenia jest troszke stronnicza
ze względu na to, że poszukiwania wzmogły mój apetyt i w tym wypadku nawet gąbka
z majonezem by mi smakowała.
Jedno
jest pewne Sangria mimo, że mnie nie zadowoliła, to napewno załagodziła
podrażnienie Natalli wynikające z przebytych kilometrów poszukiwawczych. Z
chęcią wybrałbym się tam jeszcze raz - tym razem na jakieś tapasy w większym
gronie, bawić tam troszkę dłużej w rytmach hiszpańskiej muzyki.
Natalia:
San miguel: Nawet nie chcę zgadywać co oznaczają Twoje Hebrajskie bazgrały... ;)
La tasca: 2 godziny poszukiwań + zimno + PMS = wkurwiona Natala. Ale z tym masz już
doświadczenie, oazo Ty moja.
Tak,
musimy się tam kiedyś wybrać na hiszpańską fiestę :) Kto chętny? :)








