Blog pisany wspólnymi siłami przez Natalię i Krzysztofa. Odnalazłszy (imiesłów mnie zabił :D) wspólną pasję chcielibiśmy nadac jej formę stałą. Jednocześnie chcemy skorzystać z wielokulturowości Londynu i odnaleźć swoją idelaną kuchnię (Mamo! Twój bigos i tak jest najlepszy! ;)). Chcemy nauczyć siebie i innych refleksji nad tym co się je, żeby nie pożerać, a delektować... nie tylko trawić, ale też poznawać. Przy okazji chcemy poszerzyć wiedzę o tematy dotąd nie znane... bo kogo interesowało to dlaczego na wschodzie jedzą rękoma, co o gyrosie sądza Grecy i na ile dań dzielą obiad Włosi... A my o tym napiszemy :) Wychodzimy zza gołąbków i golonki... Mamy nadzieję, że docenicie.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Pues… esperamos que se enamoren de la cocina española *



CHARAKTERYSTYKA:

Piękny, kolorowy kraj z temperamentem, to i kuchnia kolorowa i temperamentna. Kuchnia hiszpańska! Ciężko pisać o jej charakterystyce, bo żeby ująć smak Hiszpanii w pełni musiałabym rozbić się na drobne i opisać każdy region. I tak na przykład (skromny przykład, bo skupię się jedynie nie niektórych regionach):

- Andaluzja ugości nas garścią warzyw i owoców morza (z najsłynniejszym pośród dań chłodnikiem gazpacho), co popijemy wzmocnionym (16%-20%) winem Sherry (dokładniej xeres lub jerez)
- Kastylia zadba bardziej o typowych mięsożerców (chorizo i wędzona szynka - jamón serrano).
- Madryt będzie rajem dla miłośników cukru, gdzie pomoczą sobie churros (ciastka smażóne na oliwie) w kawie lub gorącej czekoladzie,
- fani corridy przybywający do Pampalony zazielenią się od ilości ziół używanych w kuchni.
- Walencja urzeknie niejednego nie tylko tonami pomarańczy, ale przede wszystkim słynną paellą - danie, które przyrządza się w specjalnej patelni z dwiema rączkami, a później bezpośrednio z niej spożywa się posiłek. Nazwa dania pochodzi od łacińskiego słowa „patella” - naczynie do składania ofiar bogom ;) Tradycyjna hiszpańska paella składa się z ryżu z szafranem, kury, zielonej fasolki szparagowej, groszku, pieprzu, papryki, krewetek i muli. Jednakże nie podcinajmy Hiszpanom skrzydeł - potrawa ta ma wiele wariantów.

Jak widać zatem, kuchnia ta opiera się na specjalnościach regionalnych i tym, co lokalna ziemia urodzi i morze wyrzuci na brzeg ;) Mar i Terra!! Dużo tutaj ryb, owoców morza oraz warzyw, szczególnie ziemniaków oraz pomidorów. A tę całą naturalność zalewają oliwą z oliwek i przygryzają ostrymi iberyjskimi szynkami (om nom nom), których cena czasami może powalić na kolana. Ciężko tutaj znaleźć potrawy mączne, co sprawia, że kuchnia Hiszpańska jest zdrowsza od naszej Polskiej - "zalanej" białym chlebem, bułkami na śniadanie, łazankami na obiad i odgrzewaną pizzą na kolację. Smacznego! :)

Poza wspomnianą już paellą i gazpacho, serca ludzi na całym globie (w tym moje i… Krzysztof, Twoje też??) podbiły także tortilla oraz tapas! Tortilla de patatas to prosty i zaskakująco smaczny w swojej prostocie omlet z ziemniaków. Wersję podstawową można oczywiście wzbogacić.

Tapas to nie są zwykłe przekąski; to przekąski niezwykłe :D Zwyczaj podawania tapas do piwa jest przyjęty niemalże w całej Hiszpanii, a narodził się przez przypadek. Różne są "legendy", jednak wszystkie sprowadzają się do jednego - popijając wino przykrywano kielich np. plasterkiem kiełbasy, co by nie pozwolić muchom na kąpiel w napoju ;) Stąd właśnie una tapa od czasownika tapar - przykrywać (Ach! kocham nauczać ;) ledwo powstrzymałam się przed odmianą czasownika). Przekąsek jest wiele i swoim rozmiarem nie koniecznie są w stanie przykryć szklankę z winem czy piwem: oliwki, szynka, sery, kanapki, owoce morza, ziemniaczki czy już znana nam tortilla.
Co więcej za tapasami kryje się jeszcze jedna praktyczna przyczyna. Podaje się je, by nie upić się zbyt wcześniej ;) A my mamy swoją zagrychę! :D

I za co jeszcze lubię Hiszpanię? Nie wyobrażają sobie posiłku bez wina, co dla mnie jako anonimowego alkoholika i amatora win pasuje w 100% :) Na hiszpańskim stole nie może zabraknąć dzbana Sangrii, podawanej z lodem i kawałkami owoców. Jest to mieszanka wina, soku z owoców, cukru, oraz likieru sekretnej receptury ;) Popularnością cieszy się też wino Cava, pochodzące z Katalonii, gdzie działa około 266 wytwórni tego wina - bodegas. To co, Cristóbal? Przenosimy się do Hiszpanii? :D

DLACZEGO?

Bo mi się bzykać chciało! :) Zachciało mi się kuchni hiszpańskiej i nie odpuściłam. Ponadto, znalazłam (jak mi się wtedy wydawało) dobrą restaurację blisko kolumny the Monument, gdzie zaplanowałam, że przed obiadem zrobimy wyprawę 311 schodków w górę :) Poza tym usilnie chciałam spróbować paelli i dać tę  szansę Krzyśkowi.

Wyszukana uprzednio przez Internet restauracja Ortega zaskoczyła mnie jeszcze bardziej niż się spodziewałam - o jej istnieniu nikt nie wiedział, a po godzinnych poszukiwaniach okazało się, ze kręciliśmy się w kółko i mijaliśmy ją około 3 razy :D Dwa iPhony gorące od przeszukiwania map Londynu nic nie dały ;) Zajebista orientacja w terenie. Ha ha!
Ok, znaleziona i… zamknięta! :D Szybka burza mózgów i już po minucie znaleźliśmy kilka innych opcji. Natalia mówi: "musi być Hiszpańska", a Krzysztofkowi już z głodu trzęsą się ręce ;) Opis restauracji Fuego brzmiał zacnie. Tylko kilka minut piechotą. Kolejna nieistniejąca! Co za niefart! ;)
Jak to mówią najstarsi górale - do trzech razy sztuka. La Tasca na Covent Garden. Oczywiście, że i tej nie mogliśmy znaleźć (dodam, że wtedy jeszcze nic nie piliśmy ;)). Ostatecznie jednak - jest. Spanish tapas bar and restaurant! Jak Boga kocham - jednak dzisiaj zjemy obiad! :)

Z Hiszpańską kuchnią zetknęliśmy się już jednak kilka miesięcy wcześniej. San Miguel na Greenwich., co też wiązało się z wyprawą do parku Greenwich. Wtedy jednak Krzysztof zamówił kurczaka i ziemniaczki… O czym Hiszpańskim tutaj pisać? Postanowiłam zatem zaczekać na bardziej egzotyczne doznania. Dwugodzinny pościg za paellą to nie lada doznanie. Udało się! :)

San Miguel18 Greenwich Church Street, SE 10 9

Najbliższa stacja: Cutty Sark DLR lub Greenwich DLR


La Tasca Restaurant23-24 Maiden Lane WC2E 7NA

Najbliższa stacja: Covent Garden Tube lub Leicester Square Tube


ILE W TYM PRAWDY?

W restauracja San Miguel zamówiliśmy przekąski. Tutaj chyba nic nie mogłoby być nie-tak.
W La Tasca zamówiliśmy paellę. Podana na patelni z dwoma uszkami, ale do tego dostaliśmy talerze, co przeczy idei jedzenia prosto z patelni ;/ Znalazła się też gałązka szafranu, co wzięliśmy z Krzysztofem za rozmaryn :D Jak widać, nie za bardzo się popisaliśmy przy tej wyprawie. No i Sangria moja ukochana - w solidnym dzbanie z lodem i kawałkami owoców. Jednym zdaniem, to co widzieliśmy pokrywa się z przyswojoną wcześniej (i później) wiedzą o kuchni hiszpańskiej.


W SKALI OD 1 DO 10

WYSTRÓJ I WNĘTRZE:

Natalia:
San Miguel: 6
Wystrój "bogaty" (wszystko i nic), trochę szalony jak Hiszpania ;) Miejsce jednak stare i nieodrestaurowane, miejscami chyba zakurzone. Bardzo dużo przestrzeni, co pochwalam. Okrutne natomiast były nakrycia na stołach - cerata i chusteczki. Apetytu mi to nie zabrało, ale nie czułam się komfortowo.

La Tasca: 10
Trzy sale - każda na innym piętrze, ale połączone tak, że można było podejrzeć co u licha ;) Na samej górze sala śniadaniowa; na poziomie zerowym sala obiadowa połączona z miejscem a'la pub; na dole klimatyczna sala na pijańskie wieczory :) Wszystko kolorowe i temperamentne, ale bez przesady i zbytecznego przepychu. Ściany z kolorowymi wzorami biegnącymi przez środek. Klimatu i apetytu dodawały patelki zwisające ze ścian i wina poustawiane we wnęce.
Ciekawa zastawa: porcelanowa, ręcznie malowana we wzorkami podobnymi do tych ze ścian. No i ten gliniany dzban do Sangrii :) Powiedziałabym, że miejsce jest bardzo przytulne i chciałoby się tam został dłużej niż na chwilę.

Krzysiek:

Sam Miguel: 4
... bylo to tak dawno, że skwituję to stwierdzeniem: "dobre ziemniaki"

La Tasca: 8
Podobala mi sie koncepcja 3 sal. Dolna i górna były otwierane dopiero na wieczór (Natalia chyba nie zrozumiala agielszczyzny naszej Hiszpańskiej kelnerki). Całość była mocno Hiszpańska (przynajmniej mi się tak wydaje, bo jeszcze nie mialem okazji być w Hiszpanii). Podobała mi się również zastawa wraz z podaniem dań a'la PRL. Zdobione talerze wzorkami floystycznymi z wyraźnie widocznymi śladami pędzla, czy gliniany dzban, w którym znajdowała się jakże ukochana przez Natalię Sangria. Nawet uszczerbienia na dzbanie miały swój styl - styl upadniętego dzbanka.

Natalia: Dobre ziemniaki!?!?!? Krzysztof! Po słownej konfrontacji z Krzysztofem właśnie teraz, Krzysiek mówi, że pamięta o wystroju San Miguel tyle, że coś zwisało z sufitu :D

La Tasca: Na wejściu wita Cię pub i setka win :)


La Tasca: Serce restauracji


San Miguel: Czy to byk schowany pod płachtą? :D



SERWIS:

Natalia:
San Miguel: 6
Serwis raczej standardowy. Funkcjonalna kelnerka. Jedynym dziwnym zachowaniem było to, że po zamówieniu napoju przez Krzyśka (tylko on zamawiał, ja koń nie jestem i wody pić nie będę ;)), zabrali mi kieliszek. Czyżby praktykowali żydowski skill? Nie zamawiasz, to nie będziesz pić? Cóż, napiłam się z butelki.

La Tasca: 7
Inna kobieta wybrała nam stolik, inna przyjęła zamówienia, inna podała dania, a inna Sangrię. A ja chciałam jedną Hiszpankę dla siebie… ;) Oczywiście żartuję, ale taki chaos wpłynął pewnie na lekką powolność serwisu i serwis "przelotem". Bo z jednej strony czekaliśmy aż ktoś podejdzie, a z drugiej strony, kiedy już podeszła jedna Pani jedyne co chciała wiedzieć to, co chcemy pić - uciekła zanim wymówiłam P jak Paella :D i czekaliśmy kolejne minuty na zamówienie dania.
Panienka, której płaciliśmy - ta, z którą mieliśmy ostateczne starcie i bliższe spotkanie trzeciego stopnia - była miła, ale można było wyczuć, że nastawiona jest na klienta masowego. Szybko, szybko! Ok, napiwek i tak dostała, bo jakoś tak… co ludzie powiedzą ;)

Krzysiek:
Sam Miguel: Dobre ziemniaki...

La Tasca: 7 (+2 za aparycje kelnerki - korcyłby)
Serwis a dokladnie serwisantka niezła... mila i rezolutna - korcyłby ;] Na jedzonko czekaliśmy dosyć dlugo (20 min), ale wybaczam, bo wcześniej z ust naszej kelnerki jak miód wylały się na moje uszy jakże to słodkie słowa, że paella ma skomplikowany proces twórczy; dlatego okres oczekiwania na danie jest stosunkowo długi. Dzięki metalowym sztućcom oraz pieknej zastawie powoli zapominam smak plastikowych widelców z dworca w Poznaniu. O dzięki ci za to Panie. 
Gdy jadło zostalo podane na stół nasza ¡Hola! nie zapomniała o feedbacku i grzecznie spytała po jakimś czasie czy wszystko nam smakuje polewając kolejną kolejkę wina. Perfect! Dzięki takiej obsłudze czujesz się jak król, któremu podaje się winogrona do ust. 


Natalia: Ale Ty Krzysztof bredzisz... Nikt nam wina nie polewał, to nie to miejsce. Sangrię polewałeś Ty jako samiec grupy, i z taką częstotliwością, że prawie wypiłam wodę z kwiatków na parapecie.


CENA A ILOŚĆ/JAKOŚĆ:

Natalia:
San Miguel: 7
Ja na swoje dania nie mogę narzekać. Krzysztof to trochę inna historia :D I za jego historię muszę odjąc punkty - Natalia za Krzyśka, a Krzysiek sam za siebie :)
Zamówiłam tortillę de patatas oraz revuelto de espinacas. Porcje były dostateczne jak dla mnie. Pamiętajmy, że to przekąski! Jakościowo także były na dobrym poziomie.

La Tasca: 8
Moja porcja była zacna, ale nie wiem czy najadłby się tym chłop, skoro nawet mój chłopiec się nie najadł, i ja zjadłam swoje pół a Krzysztof swoje całe i moje pół. W moim daniu kurczaka i chorizo <3 nie zabrakło. Jakościowo rzecz ujmując, wydaje mi się, że na bokach paella nieco przywierała do patelni - ekspertem nie jestem i być może tak miało być.
Co do Sangrii to podejrzewamy z Krzysztofem, że jakość soku i wódki nie należała do najlepszych, dlatego stwierdzam po fakcie, że lepiej byłoby zamówić wino w takiej samej cenie. Mielibyśmy pewność co pijemy. Nie żałuję, bo spróbowałam. Wypiliśmy do dna i do domu wracało się lepiej.

Krzysiek: 
Sam Miguel: Taaa, dobre te ziemniaki byly... 

La Tasca: 8
Bardzo dobrze wydane f15, troszeczkę byłem nieusatysfakcjonowany z jakości Sangrii, bo podjeżdżala mi rozcienczonym winem przez sprite, ale jeśli chodzi o jedzonko, to warte swojej ceny. Miałem przyjemność spożywać Paellę z owocami morza i jak na porcję za f10 to dała rade… naprawdę.

Natalia: Krzysztof zapomniał, że w San Miguel podali mu przypalonego kurczaka. Nawet do baru wtedy poszliśmy na skargę - a co! Poza tym to szału tam nie miałeś. Ziemniaki, kurczak i brokuły - też sobie wziąłeś mieszankę iście Hiszpańską :P

San Miguel: Tortilla Española! Olé!


San Miguel: Revuelto de espinacas - Jajecznica na zielono



SMAK:

Natalia:
San Miguel: 9
Tortilla mnie urzekła i znowu wychodzi, że kocham się w prostocie (Pozdrawiam, Krzysztof :D). Ziemniaki i jajko i Natalii podniebienie jest w siódmym niebie. Tak zostałam zaczarowana, że sama postanowiłam podjąć wyzwanie w domu. Udało się choć trochę z podniecenia przesoliłam ;) Najgorsze - muszę przyznać - było przewracanie placucha na drugą stronę. Revuelto de espinacas? A co to? A co to? Jajecznica ze szpinakiem. Tak! Moje zaszkoczenie było wielkie, ale zaskoczyli mnie smacznie.

La Tasca: 9
Mimo, że nie zostałam niczym zaskoczona w samym daniu, to przecież to paella moja wyczekiwana i muszę zawyżyć. A tak serio, danie było bardzo dobre. Miękki ryż jakiejś chyba nieznanej mi odmiany, dużo kurczaka i chorizo. Pięknie doprawione i z gałązką szafranu i z plasterkami cytryny. Pokropiłam cytryną dwa kęsy, ale osobiście wolę bez. Krzysztof stwierdził, że sam by takie zrobił… Będę czekać :)
Sangria dobra, ale za mało alkoholowa - zbyt rozcieńczona, jak mniemam ze względu na koszt wina i wódki.
Dodam jeszcze tylko, że znienawidzam coraz bardziej owoce morza. Pod koniec wymieniliśmy się z Krzysztofkiem patelniami, żeby mógł zjeść moją połowę. Smród małż i kałamarnic bijący z jego patelni nie dawał mi spokoju.

Krzysiek:
Sam miguel: excelentes patatas...

La Tasca: 7
Paella dała radę... czułem lekki niedosyt, bo spodziewałem się naprawdę czegoś wow. Co się okazało - 
paella to ryż z sosem i morskimi babrochami (krewetki / małże / kałamarnica), ale mimo, że na pierwszy słuch ucha ta kompilacja dziwnie brzmi, to smak był poprawny. Wszystko było dobrze doprawione i grało ze sobą. Tak jak mówiłem, wcześniej - rozczarowany byłem tylko Sangrią... następnym razem pozwolę Natalii wybrać jakieś zamknięte winko, bo coś mi się wydaje, że barman postanowił troszkę przyoszczędzić na składnikach i piliśmy najdroższego w swoim życiu sprite'a z jabłkami i znikomą dawką wina.

Natalia: Jesteś monotematyczny. Z całej restauracji San Miguel zapamiętałeś jedynie ziemniaki? :D
I jeszcze jedno - patatas excelentes...

La Tasca: Sprawna choć powolna ręka Krzysztofa polewa pierwszą kolejkę Sangrii.

Nasza krótka fiesta się rozpoczyna.


La Tasca: Na przód wysuwa się Pallea con carne Natalii.

Z tyłu wlecze się Paella Valenciana Krzyśka


SUM-A-SUMMARUM:

Krzysiek:
Sam Miguel: ممتاز البطاطس

La Tasca: 7
Sum-a-summaru, popołudnie spędzone w poszukiwaniu restauracji zostało w 100% wynagrodzone. Podejrzewam, że moja wysoka ocena jedzenia jest troszke stronnicza ze względu na to, że poszukiwania wzmogły mój apetyt i w tym wypadku nawet gąbka z majonezem by mi smakowała. 

Jedno jest pewne Sangria mimo, że mnie nie zadowoliła, to napewno załagodziła podrażnienie Natalli wynikające z przebytych kilometrów poszukiwawczych. Z chęcią wybrałbym się tam jeszcze raz - tym razem na jakieś tapasy w większym gronie, bawić tam troszkę dłużej w rytmach hiszpańskiej muzyki. 

Natalia:
San miguel: Nawet nie chcę zgadywać co oznaczają Twoje Hebrajskie bazgrały... ;)

La tasca: 2 godziny poszukiwań + zimno + PMS = wkurwiona Natala. Ale z tym masz już doświadczenie, oazo Ty moja.
Tak, musimy się tam kiedyś wybrać na hiszpańską fiestę :) Kto chętny? :)


*Pues… esperamos que se enamoren de la cocina española = takiego wała :P Hiszpańskiego zacznijcie się uczyć :)