Blog pisany wspólnymi siłami przez Natalię i Krzysztofa. Odnalazłszy (imiesłów mnie zabił :D) wspólną pasję chcielibiśmy nadac jej formę stałą. Jednocześnie chcemy skorzystać z wielokulturowości Londynu i odnaleźć swoją idelaną kuchnię (Mamo! Twój bigos i tak jest najlepszy! ;)). Chcemy nauczyć siebie i innych refleksji nad tym co się je, żeby nie pożerać, a delektować... nie tylko trawić, ale też poznawać. Przy okazji chcemy poszerzyć wiedzę o tematy dotąd nie znane... bo kogo interesowało to dlaczego na wschodzie jedzą rękoma, co o gyrosie sądza Grecy i na ile dań dzielą obiad Włosi... A my o tym napiszemy :) Wychodzimy zza gołąbków i golonki... Mamy nadzieję, że docenicie.

sobota, 22 września 2012

Kolumbia odkryta - ¡Qué chévere!*



CHARAKTERYSTYKA:

Kuchnia kolumbijska jest rezultatem mieszanki trzech kultur: indiańskiej, afrykańskiej i hiszpańskiej. Ten wybuchowy mix rozpoczął się w XVI wieku w okresie hiszpańskiej kolonii na terenach Ameryki Łacińskiej. W późniejszym okresie poszerzona gdzie nie gdzie o kulturę arabską i japońską, zaowocowała jako fuzja kolorów, smaków i tekstur.

Głównym i powtarzającym się elementem tej kuchni są świeże owoce tropikalne. Najpopularniejszy jednak i miłościwie Kolumbijczykom panujący jest platan. Jest to rodzaj banana, dokładniej banan warzywny, który w przeciwieństwie do naszych Polskich, jest twardy, a do jego otwarcia potrzebny jest nóż. Dla Kolumbijczyków platan jest tak samo waznym składnikiem diety jak dla nas ziemniaki, pyry, kartofle ;) Jadany niemalże do każdej potrawy, w każdej formie i w każdym stadium rozwoju. Najsmakowitsze są ponoć te pokryte czarnymi kropkami (to, co nasza gosposia wyrzuciłam by naprędce do kosza). Ot, dziwaki! ;)

W kuchni kolumbijskiej, większość potraw smażona jest na oleju, co dodaje im kaloryczności. Szczególnie bogate w węglowodany i kalorie są dania z Regionu Kawy. Stoi za tym tryb pracy osób zamieszkujących ten rejon. Ciężka praca zbieracza kawy na plantacji wymaga dużo energii, dlatego głównie jada się tam dania obfite i tłuste. Jednym z typowych bomb kalorycznych jest Bandeja Paisa: ryż, smażony platan, świeże awokado, smażona skóra wieprzowa – chicharrón, jajko sadzone, kukurydziany placek arepa, mięso mielone i kiełbasa (chorizo). Wariacji jest pewnie wiele, jednak podstawowe składniki zostają niezmienione. Wszystko to ciężkostrawne, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze… chciałoby się powiedzieć, na własnych brzuchach.
 
Bandeja Paisa


ALE DLACZEGO?

Pierwsza na celowniku znalazła się kuchnia kolumbijska z przyczyny bardzo prostej. Rekomendacja! Czemu nie zaufać koleżance z pracy, Kolumbijce z krwi i kości? Kto wie lepiej czy restauracja jest warta czasu i pieniędzy aniżeli rodak? Tak oto trafiliśmy do Leños & Carbón.
 
Leños&Carbón, 507 Rockingham Street, SE1 6PD. Dojazd: Elephant & Castle (metro).



LOŻA SZYDERCÓW:

Miejsce nie zachwyca ani z zewnątrz ani wewnątrz. No cóż, nie każdy może sobie pozwolić na interwencję Magdy Gessler ;) Jednak dwa piętra pełne ludzi uspokoiły nasze rozdygotane serca. Tak wielka liczba fanów musi świadczyć o dobrej kuchni. 98% latynoskiej krwi wokół. Pod koniec naszego obiadu przy stoliku obok pojawił się murzyn z lalką Barbie. Trafili pewnie z przypadku, z głodu między jednym przytupem a drugim (nieopodal znajduje się Ministry of Sounds). Totalnie nie pasujący do otoczenia, jeszcze bardziej niż my… Uff!

Krzysztof: Po tej dywagacji rodem z wikipedii oraz rasistowskiej gadki odnośnie murzynow nadchodzę z kilkoma słowami ostrej krytyki oraz kilkunastoma minutami poprawiania błędów mojej pisowni dla mojej kobiety.

Natalia: Już się boję...
   
Krzysztof: Restauracja jak wspomniała Natalia nie zabija wnętrzem, bije za to prostota pomieszana trochę z cygańsko – rosyjską siedzibą. Stoliki na czterech, cienkich nogach przykryte nie ciekawym obrusem z papierową wkładką przywodzą na myśl PRLowskie albo studenckie jadłodajnie. Oświetlenie żółte, co nadaje pomieszczeniu ciepła ale i zarazem potęguje wrażenie brudu. Meble, jak wspomniałem, każde z innej parafii, tak jakby właściciele regularnie wychodzili pospacerować po angielskich uliczkach chwytając za sobą poniektóre rzeczy wystawione przez właścicieli mieszkań jako śmieć. Muzyka pasowala do całej reszty - hiszpański bełkot. Zauważyłem też lekkie ukierunkowanie całej załogi na klientów wyłącznie z ich kraju. Kelnerka, kiedy zbierala od nas zamówienia, zadawala pytania po hiszpańsku… mimo że odpowiedzi słyszała w języku angielskim. Nie wiem czy to ze względu na to że 98 procent klientów to latynosi. Może taki chwyt marketingowy, może chciała mnie czegos nauczyć, może wyglądam jak Latynos, a może mnie obrażała… ;] (dobrze, że miałem swojego tłumacza przy sobie) 

Natalia: Sam jesteś hiszpański bełkot :P Wg mnie fajnie, że mówiła po hiszpańsku. Można poczuć klimat i musnąć trochę języka. Pierwsza lekcja… Buenos Aires, Senor Siarra ;)

Krzysztof: Podsumowując lokal dobry jeśli chcesz szybko, tłusto i tanio zjeść. Nie polecam zabierać tam kobiety na pierwsza randkę, ale za to jak najbardziej polecam zabrać teściową lub szefa (bomba cholesterolowa i możliwość zawału gwarantowana).

W SKALI OD 1 DO 10

Wystrój i wnętrze:

Natalia: daję 5. Podoba mi się dwupiętrowość ;) stoliki i siedzenia stare i nie zachęcające (może chcieli oddać kolumbijski klimat ;p). Papierowe serwety na stołach może i są praktyczne, ale nie na praktyce się restaurację buduję.

Krzysiek: daje 4+. Podobał mi się pomysł restauracji dwupiętrowej z balkonikiem w środku, z podglądem na dolną cześć. Meble nie z tej epoki, tak samo jak wykończenia: firany, papierowa serweta, lekko stęchniete toalety. Daje dużego plusa za Metalowe sztuce i duży talerz ;p

Natalia: Metalowe sztućce… Rarytas! Dobrze, że przywiązane łańcuchami do stołu nie były. (P.S. Jesteśmy okrtuni)

Serwis:

Natalia: 8. Dziewczyna była swobodna, nie za miła (co by dostać większy napiwek), ale też nie za szorstka (kawy pewnie w życiu nie zbierała – no i dobrze!). Podobało mi się, że zaczynali rozmowę po hiszpańsku. Nie ma kolumbijskiej atmosfery bez radosnego ‘Hola!’ ;)
Dania podane zostały błyskawicznie – wykluczam mrożonki z Tesco :D więc kucharze musieli mieć kilka rąk. Zdecydowanie profesjonalne przygotowane na niedzielny atak klienteli.

Krzysiek: 5. Recepcja miła, kelnerki według mnie powinny być bardziej skąpo ubrane, tak abym odrzucony wygladalem restauracji mógł gdzies zawiesić oko i nabrać apetytu na… jedzenie. A tak serio to stosunkowo mila kobiecinka, brak urody latynoskiej za to z szerokim uśmiechem (i to chyba tylko do mnie). Ultra szybkie aż z lekka podejrzane przyządzenie potraw. Zraziło mnie trochę to, że kelnerka nie pamietała kto z nas dwojga zamawial jaką potrawę. Wprawiła mnie w zakłopotanie kiedy próbowałem ją zrozumieć mówiącą do mnie po hiszpańsku.

Natalia: Recepcja! Pierwszy raz spotkałam się z tym w restauracji. W Polsce to chyba nawet nie występuje.

Cena:

Natalia: 10. Za taką wielka porcję jedzenia zapłaciłam 10 funtów. Nie zjadłam nawet połowy, no ale z moim skurczem żołądka wiele się nie można spodziewać. Szkoda, ze nie oferują kids menu ;) Krzysztof zjadł chyba wszystko, ale potem toczył się do metra ;)

Krzysiek: 9. Dałbym 10 gdbyby alkohol / najpoje do obiadu były by trochę tańsze. Ale ogólnie za 10 funtow można najeść się na dwa dni lub wykarmić afrykańskie plemię…

Smak:

Natalia: 4. Zaniżam za kaloryczność, ciężkostrawność i tłuszcz. Skóry wieprzowej tylko dotknęłam. Polecę tacie ;) Podoba mi się jednak mieszanka smaków. Słodkawy platan z mięsem (ukradłam chorizo od Krzyśka) lub fasolką. A jak mi się znudziło to platan z ryżem. A potem z nudów trochę warzyw i smażony ziemniak. Powrót do fasolki i jeszcze raz platan. Coś dla mnie!

Krzysiek: 6. Daję wyżej niż Natalia ze względu na to, że troche mniej mnie obchodzą kalorie a bardziej walory smakowe. Co do tego warzywnego banana, trochę mnie nie przekonał jak i boczek smażony na głębokim tłuszczu. Fasolka, chorizo i inne mięsa na talerzu to pierwsa klasa.

SUMA SUMMARUM:

Natalia: Jeszcze zechcę spróbować. Już coś innego i za dłuższą chwilę. Ogólnie jednak kuchnia nie dla mnie.

Krzysiek: Gdybym dziennie przerzucał 6 ton węgla, to mógłbym pozwolić sobie na taką kuchnie, ale wiem że po jednym obiedzie muszę przez 4 dni jeść suchary i zapijać wodą, aby wyrównać poziom cholesterolu. Kuchnia nie dla mnie, ale polecam fanom smażonego mięsa, hiszpańskiej muzyki i antyków ;]

Natalia: No to już wiemy co jadają pracownicy antykwariatów! :D



*chévere - „fajne”, „interesujące”, „dobre”, „sympatyczne”
„¡Qué chévere!” - „Ale fajne!”. Używane dla podkreślenia zadowolenia i dobrego samopoczucia.